Benedykt na wyprzedaży
Z medalikiem św. Benedykta czuję szczególną więź. Sam święty – czczony we wszystkich Kościołach chrześcijańskich – budzi moją sympatię jako patron Europy, a także m.in. wydawców książek (więc pewnie i ich redaktorów). Zaś poświęcony Mu medalik zachwyca mnie bogactwem tekstowych znaczeń wpisanych w maleńkie owal lub koło. Można go czytać jak wiersz haiku, który każdego dnia gotów jest powiedzieć coś zupełnie nowego. Jedyny z nim problem taki, że stał się modny, a skoro modny – to masowo kopiowany, a skoro masowo – to przez wytwórców nawet o nienajgorszym guście plastycznym, ale tekst traktujących jak ornament. Gdy ta czysta wzrokowość rzemieślnika spotka się z jego zerową znajomością łaciny, daje to memiczny efekt chińskiego tatuażu, który miał oznaczać „ducha wojownika”, a w rzeczywistości jest tam napisane: „wyprzedaż”.

